Top Ad

header ads

Richard Nixon jako prezydent (nie)doskonały. Słów kilka o Underwoodzie minionego stulecia.






Widzowie amerykańskiego serialu telewizyjnego House of Cards zachwycili się niezwykłą grą aktorów, barwą cieni, bezwzględnością i podstępami kongresmena, a później prezydenta Franka Underwooda. Zapytany o serial prezydent Obama, zaprzeczył jakoby głowa państwa amerykańskiego, mogła posunąć się do działań rodem z serialu. Czy aby na pewno możemy mu w tej sprawie zaufać? Z odpowiedzią przychodzi historia. Zatem na twierdzenie Baracka Obamy odpowiemy: ”niekoniecznie". 

Nie bez powodu w tytule tego eseju będącego pewnego rodzaju refleksją, pada nazwisko Richarda Nixona. To właśnie byłemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych postanowiłem poświęcić nieco więcej czasu, aby przybliżyć jego sylwetkę. Sylwetkę dodajmy niezwykłą z uwagi na brutalną grę polityczną, jaką ze sobą reprezentował. Richard Nixon odbiega od swojego poprzednika Lyndona B. Johnsona szerokim myśleniem opartym na strategii oraz radykalnymi poglądami dotyczącymi segregacji rasowej i traktowania osób czarnoskórych. Nie będzie także jak jego następca zapamiętany głównie z tego, że uniewinnia swojego poprzednika z kompromitujących zarzutów. Richard Nixon to prawdziwa twarz amerykańskiej brutalnej polityki. Underwood minionego stulecia to trafne i prawdziwe określenie. 

Richard Nixon to niezwykle barwna postać. Historia tego polityka zaczyna się po I Wojnie Światowej. Przyszły prezydent jest absolutnym przykładem spełniającego się amerykańskiego snu. Jako syn sadownika pracuje ciężko, pomagając ojcu. Brak perspektyw finansowych nie ułatwia mu drogi. Nauki pobiera w lokalnych szkołach, po których wstępuje na Uniwersytet Duke'a. Tam wkłada wiele serca i determinacji, aby otrzymać naukowe stypendia. Ten pierwszy, wypracowany własnymi rękoma pieniądz pozwala mu na kontynuowanie nauki, a następnie prowadzenie prywatnej praktyki w Whittier. Tu zatrzymajmy się na chwilę. Będzie to miało bowiem wpływ na charakter Nixona. Być może to właśnie chęć zmiany swojego życia, pozwoli przyszłemu prezydentowi umocnić swój charakter i sprawić, że będzie niezłomnie dążył do celu. Pozytywna cecha, prawda? Niekoniecznie. Każda zaleta w nadmiarze może przynieść negatywny skutek. O tym więcej za chwilę. 

Mamy zatem mężczyznę z niewielkiej kalifornijskiej miejscowości. Los chce, gdy pracuje w Biurze Kontroli Cen, aby wstąpił do Marynarki Wojennej. Dzieje się to po ataku na Pearl Harbor. Jego praca jako oficera lotnictwa nie przyniosła bezpośredniego kontaktu z wojną. Nie brał udziału w bombardowaniach ani bezpośrednich starciach. Kto wie, jak potoczyłyby się losy milionów ludzi, gdyby młody Nixon na własnej skórze odczuł cierpienie, śmierć i okrucieństwo wojny. Czy byłoby mu łatwo prowadzić konflikt w Wietnamie, a także zdecydować o nalotach na Kambodżę mając w pamięci koszmar II Wojny Światowej?

Bez tych traumatycznych doświadczeń powraca do domu w 1944 roku. I tu rozpoczyna się działalność polityczna Underwooda minionego stulecia. Jego kariera to niezwykła sinusoida porażek i zwycięstw, kłamstw i niezłomności charakteru, determinacji i nieuczciwości. Wszystko po to, aby móc decydować o losach Ameryki. Gra nie tylko o najważniejszy fotel na świecie, lecz o przyszłość milionów dusz obywateli wolnego świata. 

Od początku Nixon nie gra czysto. Po wykazaniu nieustępliwości w sprawach Komisji ds. Działalności Antyamerykańskiej za polityczny cel obiera Helen Gahagan Douglas. Przypomina to walkę Franka Underwooda z kontrkandydatem na urząd prezydenta. Jak łatwo się domyślić, Nixon wygrał tę walkę podstępem, zyskując pseudonim "Cwany Dick". Podstęp był bardzo prosty. Kandydatka demokratów kłamliwie została powiązana z lewicowym kongresmenem Vitem Marcantonim. W oczach wyborców została skompromitowana. 

Później nie było wcale lepiej. Już jesienią 1952 roku okazało się, że Nixon miał otrzymywać 900 dolarów miesięcznie z tajnego funduszu, finansowanego przez 76 konserwatywnych biznesmenów kalifornijskich. W momencie ujawnienia afery była to już zawrotna kwota 18 tysięcy dolarów. I znów spryt i cwaniactwo Nixona wygrało. Słynne przemówienie “Checkersa” poruszyły serca Amerykanów. Nie wiadomo czy w historii którykolwiek pies, był tak politycznym zwierzęciem, ale pupil córki Nixona uratował przyszłemu prezydentowi skórę. Bez wchodzenia w szczegóły Nixonowi udało się zatrzeć złe wrażenie i wzbudzić współczucie części wyborców. 

Wiceprezydent nie próżnuje. Zajmuje miejsce Eisenhowera podczas jego choroby. Doświadczenie zdobyte przy swoim szefie przynosi mu walkę o fotel prezydenta w 1960 roku. Któż wie jaką rolę w walce z Johnem Kennedy pełniła telewizja. Sam Nixon uważał, że na tle swojego konkurenta w amerykańskich "szklanych oknach" wyglądał po prostu źle. Wybory przegrał i wrócił do Kalifornii, gdzie doznał kolejnej porażki w walce o fotel gubernatora. Rozgoryczony oświadczył, że wycofa się z polityki. Znów kłamał. 

Aż 8 długich lat, Nixon czekał na rewanż za rok 1960. Opłaciło się. Wygrał wybory, ścierając się z Hubertem Humphreyem. Od tej pory dla USA zacznie się czas brutalnej politycznej gry. Z perspektywy czasu w opinii wielu historyków, zyskuje na znaczeniu otoczenie prezydenta. Zwłaszcza Henry Kissinger. Nixon ma co prawda swoich doradców i ludzi gabinetów, ale wokół siebie i własnego owalnego stołu realizuje budowę prawdziwego gangu. Nieformalni doradcy przypominają mafię. Tylko im ufa i tylko im powierza najtrudniejsze zadania. Czy aby na pewno? 

Napisanie w tytule przymiotnika '(nie)doskonały" nie jest sarkazmem. Nixon miał również pozytywne strony. Był bardzo aktywny politycznie, odwiedził państwa po drugiej stronie świata. Wizytował w Moskwie i Polsce, a nawet komunistycznych Chinach. Zdecydowany i zdeterminowany miał plany wobec całego globu. Liczne interwencje w innych państwach co prawda pogłębiały kryzysy międzynarodowe, ale umacniały pozycję USA jako lidera. Jednocześnie tak bardzo stały się sprawami prywatnymi prezydenta, że nawet o kwestii nalotu na Kambodżę wiedziało tylko małe grono pozornie zaufanych osób.

Powróćmy na chwilę do początku naszej refleksji na temat Richarda Nixona. Wspomniane zostało, że prezydent nie miał aż tak negatywnego stosunku do wojny. Opinia publiczna oczekiwała, że Nixon doprowadzi do zakończenia konfliktu w Wietnamie. Jednak prezydent takiej decyzji nie ogłosił. Przypomina to dzisiejszego Donalda Trumpa. Irak nie życzy sobie obecności wojsk USA, Iran również wspiera te wolnościowe marzenia sąsiada, a w tle na wszystko patrzy Rosja i jej nowy sojusznik - Chiny. Nixon tak jak i teraz Amerykanie tłumaczą się, że wycofanie oznaczałoby porażkę USA. Nie inaczej było z Wietnamem. Zmienili się zatem tylko aktorzy. 

Najsłynniejszą i najgłośniejszą aferą związaną z prezydenturą Nixona była "Watergate". Afera, która przyniosła początek końca działaniom prezydenta. Praca dziennikarzy "Washington Post" Boba Woodwarda i Carla Bernsteina opłaciły się w zupełności. Teraz już wiadomo skąd motyw dziennikarzy w "House of Cards". O ile wyżej wymienieni dopięli swego, ujawniając fatalne zachowania prezydenta, o tyle postacie amerykańskiego dramatu politycznego tego szczęścia nie miały. 
Dzięki "Watergate" sprawa Nixona przybierała na sile. Najpierw doszło do włamania w kwaterze wyborczej Partii Demokratycznej. Osoby, które tego dokonały, zostały szybko rozszyfrowane. Okazało się, że współpracują z Białym Domem. Co więcej, inspirować włamanie do kompleksu Watergate miał sam prezydent, którego celem było wykradzenie materiałów swoich przeciwników i ich kompromitacja. 

Liczne intrygi, podsłuchy i tysiące godzin taśm. Wspominałem, że nawet najbliższe grono prezydenta nie miało jego ostatecznego zaufania. Znalazło to potwierdzenie w ujawnionych taśmach z Białego Domu. Okazało się, że prezydent nagrywał wszystkie swoje rozmowy. Tworzył listy przeciwników politycznych i świata biznesu, których potem kompromitowano. To rzuciło nowe światło na zwycięstwo Nixona z 1972 roku. I trudno się temu dziwić. 

Wśród tych najważniejszych możemy zarzucić zmarłemu w 1994 roku prezydentowi zakładanie podsłuchów bez zgody sądu, kontrolowanie osób uznawanych za wrogów administracji, wynajęcie grupy dochodzeniowej mającej za cel skompromitowanie Ellberga oraz Edwarda Kennedy'ego (włamywacze przebrani za hydraulików włamali się do gabinetu dr Lewica Fieldinga), łapownictwo wobec wiceprezydenta Spiro Agnew i poświadczanie nieprawdy przez Nixona, podrobienie dokumentacji z Watergate, a także utrudnianie wydania reszty taśm z Białego Domu. Wielu uważa, że to nie dziennikarze, którzy odkryli aferę, przyczynili się do upadku prezydenta i uruchomienia procedury impeachmentu. Popularnego piwa nawarzył sam Nixon. Zwłaszcza gdy podczas przesłuchania wydało się, że znów skłamał tym razem przed Sądem Najwyższym, a udowodniły to kolejne ujawnione taśmy… 

Prezydent świadomy powagi sytuacji związanej z Watergate i istnienia niezbitych dowodów na jego winę sam zrezygnował z urzędu prezydenta. 9 sierpnia 1974. Richard Nixon jako polityk przeszedł do historii. Jego fotel zajął dotychczasowy wiceprezydent, który uwolnił go od ciążących na nim zarzutów. (Nie)doskonały prezydent i gotowy scenariusz na postać Franka Underwooda. Richard Nixon na zawsze zajął dość nietypowe miejsce w historii dzierżąc w ręku kłamstwo, cwaniactwo i upór za wszelką cenę. (KK).
 

[ALERT]1663351053606[/ALERT]

[ZT]18092[/ZT]

[ZT]12427[/ZT]

 

Prześlij komentarz

0 Komentarze